Trójmiejska Akcja Kobieca

Temat: Zadośćuczynienie (Yuzuki)
Stała z lekko otwartymi ustami i pozą 'poczekaj, ja to zrobię!', gapiąc się jednak bez słowa. Wmurowanie w podłogę działało najwyraźniej w równym stopniu na zdolność poruszania się co na umiejętność wysławiania. Bynajmniej nie była zła, nie miała też nic przeciwko... była po prostu... była... zaskoczona? Eufemistycznie mówiąc. Zamrugała kilkakroć, gdy jej plecak zniknął za drzwiami i poruszyła się w końcu, ruszając w jego stronę. Zrobiła to jednak na tyle szybko, że Satsu zdążyła pozbawić materiał wody i teraz musiała usunąć się jej z drogi, coby uniknąć wpadnięcia na siebie. Wystarczy jedno jak na dzisiaj. Odprowadziła ją wzrokiem aż do kaloryfera, bezwiednie drapiąc się po karku.
- Nie trzeba było... - Ponownie zastygła, myśląc że się przesłyszała. Wzrok białowłosej rozwiał jednak wszelkie wątpliwości; ona naprawdę się pytała, czy nie ma nic przeciwko!
-Jej, bynajmniej! Dzięki. Nieczęsto ktoś się zajmuje moimi rzeczami, możesz się uznać za wyjątek - wyszczerzyła się, podążając za nią wzrokiem. Po czym skojarzyła pewne fakty i z niejakim przerażeniem spuściła wzrok - tam, gdzie jeszcze niedawno leżał jej plecak, teraz widniała, mała bo mała, ale plama. Sssszlag... Przejechała po niej stopą, próbując zagarnąć wodę. Kałużka, niczym kolejne uosobienie złośliwości rzeczy martwych, zagarnęła kilka centymetrów podłogi więcej i mrugnęła refleksem światła z żarówki, jakby zrobiła właśnie świetny żart. Noż!
Już miała przemówić jej do rozsądku, gdy zorientowała się, że Satsu wstaje. W ostatniej chwili przybrała normalny wyraz twarzy, następując sobą na plamę (najwyraźniej starając się ją zakryć) i schwyciła rzucone przez białowłosą ubranie. Przez chwilę obawiała się jakiejś wymyślnej, dziewczęcej koszuleczki, więc ukontentowana kiwnęła głową na pytające spojrzenie. Czarny, zwykły t-shirt. Punkt dla Satsu!
Zostawiła ją z herbatą i w połowie drogi do łazienki zaczęła już ściągać bluzę, jakby zapomniała że nie jest u siebie. Niczym odruch Pawłowa; kierowanie się do określonego pokoju z zapasowym ubraniem = pozbycie aktualnego. Szczęśliwie pominęła rzucenie mokrego okrycia na łóżko i zniknęła za drzwiami.
- O bogini... - mruknęła pod nosem. Na Yuzuki z ustawionego nad umywalką lustra zerknęło bowiem potargane, mokro-brązowowłose coś, na którego czubku widniał... patyczek. W pierwszym momencie nie skojarzyła go co prawda ze swoim dawnym zamiennikiem źdźbła, ale potem parsknęła cichym śmiechem i kręcąc głową zrzuciła pod-bluzowe wdzianko. Ochlapała się zimną wodą, pozbywając potu i narzuciła na siebie otrzymaną koszulkę, ponownie zerkając w lustro. No dobrze. To teraz włosy; zmoczywszy dłonie wpierw zmoczyła twarz, po czym rozcapierzywszy palce kilkukrotnie zagarnęła gęste zakudłaczenie do tyłu. W końcu, wilgotne, kosmyki poddały się jej woli i zaczepiły gdzieś na wysokości ucha. No. Przynajmniej coś widać.
Sprawdziła, czy przypadkiem nie pozostawi jakichś brudów i przewiesiwszy sobie ubranie przez ramię, otworzyła drzwi. Czajnik buzował gdzieś na stoliku, obok niego stała zaś właścicielka tych frapujących, czerwono-brązowych tęczówek. Których spojrzenie wbite było oczywiście w nią. Argh.
- Miejmy nadzieję, że się w niej nie zgubię. Musiałabyś, biedaczyno, sama wypić całą tę herbatę... - Pokręciła głową, przekazując swe wyrazy współczucia. Po czym stanęła w lekkim rozkroku, rozkładając ramiona i wyszczerzyła się nagle, patrząc uważnie to na swoje ubranie, to na Satsu. Wyglądała trochę jak strach na wróble
- Brakuje tylko spodenek zamiast 'tego czegoś' i mogłabym powiedzieć, że czuję się swobodnie - Domysłom pozostawiła kwestię zamiennika spodenek... nie było to jednak zbytnio trudne, zważywszy na umiejscowienie. 'Tą cąś' mogła być jedynie spódniczka, teraz utopiona pod czarnym materiałem.
Przeszła przez pokój, przeciągając się lekko, wsadziła na kaloryfer (tuż obok plecaka) swoje rzeczy i stanęła, nie bardzo wiedząc co dalej... A. Herbata. Obróciła się na pięcie.
- Mogę jakoś pomóc z naszym napitkiem?
Źródło: strawberrylove.ons.boo.pl/viewtopic.php?t=452